Dlaczego nie lubię tankować?

Dlaczego Nie lubię tankować?

Tankowanie, nieodłączny element egzystencji każdego posiadacza samochodu. Na szczęście, tankowanie to sama przyjemność! Może poza zostawianiem nieproporcjonalnie dużych pieniędzy względem zarobków za paliwo, ale to temat rzeka, który można opisywać w nieskończoność.

Wjeżdżamy na stację, gdzie musimy poczekać chwilkę w kolejce. Na szczęście jeżdżę w LPG, więc czekają na mnie cztery stanowiska samoobsługowe. Podjeżdżam do dystrybutora, wkładam kartę płatniczą do czytnika, potwierdzam pinem i tankuję. Niestety gaz tankuje się trochę dłużej, a zważywszy na obecną aurę – doznaję wyziębienia palców. Na szczęście po chwili bezpiecznik się odzywa, mogę wyciągnąć kartę i odjechać. Chwytam kartę i…. zanim wyciągnę, musze obejrzeć 5 sekundową reklamę zachęcającą mnie do skorzystania z promocji „duża kawa + hot-dog gratis”. Na szczęście po 5 sekundach mogę wyciągnąć kartę i odjechać zatankowany do pełna.
Szkoda tylko, że takiego czegoś zaznałem tylko w HOLANDI!

Jak to wygląda u nas?

Wjeżdżamy na stację, oczywiście kolejka do jedynego dystrybutora z gazem na 4 samochody. No cóż… mamy czas. Po około 10 minutach, możemy w końcu zatankować. O ile sam proces tankowania nie różni się niczym od zagranicznych, o tyle proces zapłacenia doprowadza do białej gorączki.
Wchodzimy na stację, a tam 2 osoby w kolejce.
Pierwsza osoba:
Kasjer: Jaki numer dystrybutora?
Klient1: Nie tankowałem, poproszę hot-doga.
Kasjer: Bułka graham czy zwykła?
Klient1: A czym się różnią?
Kasjer: [Opowiada różnicę przez 2 min]
Klient1: Obojętnie
Kasjer: Kabanos, italiana, zwykła parówka?
Klient1: Kabanos
Kasjer: Akurat nie ma, musi Pan poczekać 3 min.

Po tym jak wstawił bułkę, obsłużył klienta przede mną i w końcu podszedłem do kasy!
Rzucam szarmancko „gaz”, ale kasjer oczywiście ma jeszcze hot-doga do „skręcenia” dla klienta nr.1. Po tym czasie łaskawie przyszedł do kasy, zadał mi serię pytań dotyczącą tego czy jestem głodny  i pozwolił mi zapłacić za paliwo.

Czym to jest spowodowane?

Otóż stacje benzynowe są zamieniane w mini-markety bo to im się po prostu opłaca. Marża, która jest na produktach jest nieporównywalnie większa niż marża na paliwie.
Nigdy nie wprowadzą dystrybutorów samoobsługowych, bo idąc do budynku stacji aby zapłacić, jest duże prawdopodobieństwo, że wyjdę z hot-dogiem, colą czy maskotką dla dziecka.

Zauważcie, że więcej punktów lojalnościowych nabija się właśnie na kawach i hot-dogach niż na paliwie. Szkoda, że stacje powoli zapominają po co istnieją, a kasjerzy muszą jednocześnie obsługiwać klientów tankujących, robić kanapki, hot-dogi, a niedługo będą zabawiali klientów żonglując kubeczkami. Niestety na tych wszystkich udziwnieniach najbardziej obrywa ktoś, kto przyjechał na stację po prostu zatankować.

Liczę na to, że niebawem doczekamy się większej ilości dystrybutorów z możliwością bezpośredniej zapłaty kartą. Być może będzie to spowodowane przemianowaniem wszystkich stacji benzynowych na mini-markety, które jako jedyne będą otwarte w niedziele. Teraz kasjer poza umiejętnością robienia hot-dogów, będzie dodatkowo ekspertem od AGD i RTV, a dodatkowo doradzi nam przy wyborze najlepszego mięsa na niedzielny obiad.

Oczywiście należy potraktować to z przymrużeniem oka, aczkolwiek spychanie na drugi plan klienta, który tankuje tylko paliwo, może okazać się realne.

Marzy mi się w okolicy stacja benzynowa na zasadzie drive-thru – tankujesz, płacisz i odjeżdżasz 🙂

Swoją drogą, widzieliście kontenery na naszym Orlenie? Ciekawe jak duży będzie market 🙂

Artykuł dostępny jest również w wersji papierowej, zachęcam do śledzenia kącika motoryzacyjnego w lokalnej gazecie: Gazeta Mosińsko-Puszczykowska!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *